Aktualności

Jak to jest być tłumaczem?

Cierpliwość, wytrwałość, solidność, rzetelność, terminowość to cechy, które bardzo się przydają w zawodzie tłumacza. O tłumaczeniu książek z języka szwedzkiego rozmawiamy z Patrycją Włóczyk.

Przetłumaczyłaś dla Wydawnictwa Poradnia K dwie książki z języka szwedzkiego „Tajemnica Spotify” i „Przerwane życie Kim Wall”. Czy tłumacz tłumaczy słowo w słowo, czy trochę „pisze” książkę na nowo?
Patrycja Włóczyk:
W przekładzie nie chodzi tylko o tłumaczenie pojedynczych słów i zdań. Przekład niejako komponuje tekst na nowo. Ta praca ma charakter twórczy, ponieważ tłumacz w pracy nad tekstem podejmuje wiele suwerennych, twórczych decyzji. Akurat tak się złożyło, że obie pozycje przetłumaczone przeze mnie dla wydawnictwa Poradnia K to książki z gatunku literatury faktu, w których tłumacz powinien dość ściśle trzymać się oryginału, żeby nie pominąć żadnej informacji i nie spłycić kontekstu. „Tajemnicę Spotify” napisali dziennikarze ekonomiczni, to książka najeżona terminologią informatyczno-programistyczną i różnymi prawnymi zawiłościami, mało w niej emocji, więcej suchych faktów. „Przerwane życie Kim Wall” to z kolei książka, która aż kipi od emocji, wzruszająca, momentami chwytająca za gardło. W obu przypadkach starałam się trzymać jak najbliżej oryginału, zależało mi na tym, by wybrzmiał język moich autorów, a jedocześnie dbałam o to, żeby ten tekst po polsku po prostu dobrze się czytał, dobrze brzmiał.

Tu książka „Tajemnica Spotify

Tu książka „Przerwane życie Kim Wall

Czy szwedzki to wdzięczny język dla tłumacza? Czy łatwo się z niego tłumaczy?
Szwedzki to piękny, melodyjny język, zakochałam się w nim na studiach i to zauroczenie wciąż trwa. Nie tłumaczyłam z innego języka niż szwedzki, więc nie mam porównania, ale podejrzewam, że tłumacze większości języków germańskich mierzą się z podobnymi wyzwaniami. Dużo w nim złożeń, krótkich zdań, co w przekładzie bywa problematyczne, bo polszczyzna za nimi nie przepada. Jest też bardziej otwarty na obce słowa. Szwedzki szybciej podąża za zmianami społecznymi niż polski – przykładem niech będzie wprowadzenie do języka zaimka neutralnego płciowo „hen”.

Jak wygląda dzień tłumacza, Twój dzień? Jak pracujesz?
Od kilku lat zdecydowanie najlepiej pracuje mi się w dzień, najefektywniej od dziewiątej do siedemnastej, gdy jestem w domu sama i mogę się maksymalnie skupić. Im bliżej terminu oddania tłumaczenia, tym częściej zdarza mi się jeszcze usiąść do komputera późnym popołudniem lub wieczorem. Generalnie staram się – choć z różnym skutkiem – zachować balans między pracą a czasem wolnym. Najlepiej pracuje mi się w domu, przy biurku, laptopa odstawiłam parę lat temu, gdy przy okazji jakiegoś terminu oddania tłumaczenia przestałam ruszać szyją. Używam go sporadycznie.

Czy do bycia tłumaczem są potrzebne inne umiejętności niż np. do bycia nauczycielem tego obcego języka? Jeśli tak, to jakie?
W zawodzie tłumacza literatury oprócz znajomości języka obcego kluczowa jest bardzo dobra znajomość języka docelowego, różnych jego stylów i rejestrów. To polszczyzna jest naszym materiałem, naszym tworzywem i dlatego musimy stale nad nią pracować, być na bieżąco z tym, co się pisze, co się czyta, jak się mówi. Tłumaczenie w przeciwieństwie do nauczania języka, to bardzo samotnicze zajęcie i trzeba mieć tego świadomość. Nie każdy nadaje się do takiej pracy, zazwyczaj w czterech ścianach, sam na sam z tekstem i komputerem. Praca tłumacza literatury wymaga dużej samodyscypliny i systematyczności. Kiedy dostaję książkę do tłumaczenia, planuję, ile mniej więcej stron dziennie powinnam przetłumaczyć, żeby zmieścić się w wyznaczonym terminie. Na co dzień nie mam nad sobą przysłowiowego bata, szefa, sama muszę się motywować do pracy, żeby potem nie siedzieć po nocach i nie stresować się, że nie zdążę z przekładem. Cierpliwość, wytrwałość, solidność, rzetelność, terminowość, to cechy, które bardzo się przydają w tym zawodzie. Dobrze, jeśli tłumacz ma dużą wiedzę ogólną i ciekawość świata, gotowość do uczenia się przez całe życie.

Czy przeżywasz to, co tłumaczysz? Myślę tu o historii Kim Wall opowiedzianej przez jej rodziców. Jesteś czytelnikiem zaangażowanym czy profesjonalnym obserwatorem? Co pomaga przy „trudnych” tematach i książkach?
Chyba jestem po trosze jednym i drugim, zaangażowaną czytelniczką i profesjonalną obserwatorką. Kiedy przyjęłam propozycję przetłumaczenia książki o Kim Wall, byłam przerażona. Pomyślałam sobie, rany, teraz przez trzy miesiące prawie dzień w dzień będę obcować z taką niewyobrażalną tragedią. Ta książka opisuje prawdziwą historię, to nie jest fikcja literacka. Kim żyła, była czyjąś córką, siostrą, ukochaną. Zastanawiałam się, jak to na mnie wpłynie. Ale kiedy przejrzałam tekst, trochę się uspokoiłam, gdyż w tej książce na pierwszy plan wysuwa się sama Kim, a nie ta okrutna zbrodnia. Jej życie, dokonania, to jakim była człowiekiem, jaką była dziennikarką. Jej oprawca jest w cieniu. Rodzice Kim napisali tę książkę, ponieważ chcieli, żeby ich córka została zapamiętana jako świetna dziennikarka i wspaniała kobieta, a nie ofiara morderstwa na łodzi podwodnej. Owszem, jest tu ogrom bólu i cierpienia po stracie ukochanej córki, lecz paradoksalnie to także opowieść o tym, że życie jest piękne, że trzeba czerpać z niego garściami i żyć na sto procent, tak jak robiła to Kim. Później, już w samej pracy nad tekstem, pomogło mi chyba to, że podeszłam do niego zadaniowo.

Tu przeczytasz o historii Kim Wall. Kliknij TU

Jak się zostaje tłumaczem? Wystarczą studia językowe?

Studia językowe nie są ani warunkiem koniecznym, ani wystarczającym, żeby zostać tłumaczem, chociaż na pewno się przydają. Ważna jest znajomość języka obcego, z którego się tłumaczy, ale chyba jeszcze ważniejsza jest znajomość języka, na który się tłumaczy. Ja na studiach filologicznych zanurzyłam się w języku szwedzkim, lecz o polszczyźnie trochę zapomniałam. Czytałam szwedzką literaturę, oglądałam szwedzkie filmy i programy, wyjechałam na rok na stypendium do Szwecji, ale zaraz po studiach na pewno nie byłam gotowa na to, żeby zostać tłumaczką literatury. Wzięłam udział w półrocznych warsztatach przekładu literackiego na Södertörns Högskola, które sporo mi dały i jednocześnie uświadomiły mi, że przede mną jeszcze długa droga. Pierwszą książkę przetłumaczyłam dopiero dziewięć lat po studiach, przez te wszystkie lata doskonaliłam moją polszczyznę. Czytałam dobrą literaturę, pracowałam nad językiem, interesowałam się krytyką przekładu. Praca tłumacza to ciągły rozwój i doskonalenie warsztatu. Dużo się uczę od dobrych redaktorów. Jestem członkinią Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury organizującego przeróżne szkolenia, dzięki którym, mam nadzieję, staję się coraz lepszą tłumaczką.

Jaki jest przepis na udane tłumaczenie według Ciebie?

Trudne pytanie. Myślę, że udany przekład musi być przede wszystkim dobrze napisany po polsku, musi dobrze się czytać. Powinien budzić u czytelnika te same emocje, co oryginał. Generalnie trzymam się jak najbliżej oryginału, staram się, żeby moje przekłady były pięknie wierne, co bywa karkołomnym zadaniem, ale próbuję…

Zakupy razem:

0.00 PLN

Sposób i koszt dostawy wybierzesz w następnym kroku

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów